piątek, 6 stycznia 2017

A życie płynie dalej...

Były lepsze dni, ale się skończyły. Były starania żeby w końcu zajść w ciążę, ale już się skończyły. Już nawet nie myślę, że mogłabym zajść..już nie wiem czy chcę... Wszystko zmierza ku wielkiej pieprzonej dupie, więc...
Aczkolwiek mimo iż rok 2016 był dla mnie szczególnie okrutny, to mam zamiar aby 2017 był inny. LEPSZY.  Może w końcu uda się wytrwać w postanowieniach...A jest ich trochę... przede wszystkim zrzucić co-najmniej 20kg, uwierzyć w końcu w siebie, w swoje możliwości, stać się lepszą osobą, dotrzymywać danych obietnic, poprawić sytuację finansową....żyć! Żyć pełnią życia. 
Narazie jestem chora. Ale powoli mija... 
2 stycznia miałam usg brzucha. Z tego powodu iż bardzo boli mnie żołądek, boli po prawej i lewej stronie, plus po każdym posiłku mam tak wywalony brzuch że aż boli... Ja wiem... odżywianie, cola, piwo fast foody...  No i wstępnie wiem że nadal mam cystę na wątrobie (miałam ją już rok temu-na szczescie nie urosła), ale pojawiły się cysty też na nerkach... nie wiem ile i jak duże. 16 stycznia mam wizytę u lekarza..dowiem się wszystkiego. Wiem, że to nic takiego, że wiele osób ma...ale pomyślałam sobie no jasne kur&a przecież kogo może coś dopaść...no mnie!!!!  Czasem myślę, że życie mnie tak troszkę wystawia na próbę, ale ja czuję coraz większy bunt i wtedy myślę że dam radę! chociaż czasem poprostu ryczę w poduszkę....Jednak coraz częściej przezwycięża złość, że nie!!!!!nie dam się! oby mi się to udało.
W nasz związek wkradła się nie wiem.... rutyna... moźe za dużo problemów nas wykończyło.... Nie wiem co będzie dalej z tym wszystkim, ale pierwszy raz w życiu mam dość użalania się nad sobą!

piątek, 21 października 2016

...

Hej, hej. W zeszły poniedziałek byłam u gina . Moje wyniki badań dobre.. mówie tu o badaniu drożności jajników..a wyniki badań krwi na hormony, powiedział, że..dobre ..w ogóle wyszło że akurat w tamtym miesiącu nie miałam owulacji.. ale powiedział żebym się tym nie martwiła, bo w jednym miesiącu może być cykl bezowulacyjny, a w następnym już ok... no mam nadzieję...no ale jak zobaczył te wyniki badania Roberta, to powiedział tylko tyle: jesteś jeszcze młoda, więc nie ma sensu żebym Cię faszerował lekami , bo problem nie leży po Twojej stronie...więc proponuje IVF.. a ja takie wielkie oczy, bo pomyślałam sobie że co...to już tak poprostu? Zawsze myślałam , że to ostateczność... Ale postanowiliśmy że najpierw weźmiemy się za R. Więc lekarz powiedział żeby zrobił ponowne badanie za pół roku, a nie jak GP powiedział za 8 tyg. I że mam wrócić z wynikami za te pół roku, ale jeśli nic nie będzie lepiej, to nawet nie muszę do niego przychodzić, bo w tym momencie on już nic nie będzie miał do zrobienia. Takiego kurde dołka złapałam, że wychodząc z przychodni rozbeczałam się... Ja wiem, że nie powinnam odrazu się załamywać, ale no dlaczego tak jest :(((((( Tego dnia Robert kupił sobie e-papierosa. Wiem, wiem to też nie jest mega zdrowe, ale przynajmniej normalne papierosy pali tylko w pracy i to wychodzi okolo 4-5 na dzien. Wiem, że on bardzo chce mieć dziecko więc wiem i widzę , że chce zrobić wszystko aby nam się udało. Oj Boże kochany, dziewczyny trzymajcie kciuki za nas, bo przeraza mnie in-vitro... boję się, żę nie jestem gotowa na to co się z tym wiąże..że nie zawsze musi sie udać, ta nadzieja i czekanie.... 
OK, uciekam. Miłego weekendu.

niedziela, 16 października 2016

hm...

Witajcie...
Moja dietę oczywiście szlag trafił. Brzuch rośnie, wyglądam jakbym byla w ciąży a nic w nim nie ma oprócz tłuszczu...
Co do wyników badania R. to podłamałam się... są złe.... musi totalnie zmienić tryb życia... przede wszystkim rzucić palenie co w jego przypadku jest niemożliwe....Oligozoospermia, to nas spotkało... i jestem załamana... Jutro idę na spotkanie z moim ginekologiem i dowiem się czy chociaż ze mną jest ok. Nie wiem co robić... Fakt chcę się odchudzić więc i R przy okazji skorzysta z tej diety, ale my oboje jestesmy tacy "slabi" że nie wiem jak damy radę. No kurde dlaczego tak jest... jak byłam z moim byłym mężem to chwila moment i już ciąża.... okazał się niewłasciwym facetem...jak teraz co mam tego właściwego to jest problem... No to jest cholera niesprawiedliwe :((((((

czwartek, 15 września 2016

Happy

Cieszę się, że tyle osób jest ze mną! nie sądziłam że aż tak będziecie mnie wspierać :)
Co do starań o dzidziusia to powiem Wam , że mialam swoj czas kiedy miałam cisnienie..To było wtedy gdy robiłam testy owulacyjne... To była masakra...wiedziałam że robimy to w te dni a potem i tak dupa blada... nie wiecie nawet ile mnie to zdrowia kosztowało...zdecydowałam że koniec z tym. Umiem obserwować swoje ciało i wiem kiedy są "te" dni i tyle. Bo inaczej bym zwariowała...Wiec teraz od dłuższego czasu nie mam ciśnienia, wiem że nic na siłe..a mimo to nie udaje się.  Bylam juz na badaniu gdzie wpuszczali mi kontrast sprawdzając drożność jajników... Ale się bałam.. ale nie było źle... nie bolało...dopiero parę godzin później leżałam i czułam się strasznie, ale minęło... Lekarka odrazu mi powiedziała, że wszystko dobrze.... Teraz kilka dni temu bylam na kolejnym badaniu krwi (hormonow).. wcczesniej było w 2 dniu a teraz 21 dzien cyklu. We wtorek R. idzie na badanie pływaków...jeszcze badanie na chlamydie wrazie czego i czekam na powrót u ginekologa. Powiedzial, że zapewne na nast.wizycie da mi leki na wzmocnienie płodnosci czy jak to się mówi/// no zobaczymy jak to będzie . Ale uwierzcie mi..mimo iż bardzo chcę mieć więcej dzieci ...nie schizuje się.... Wierzę że wszystko ma swój czas.......... 

Poza tym zaczynam walke z kilogramami..... jestem na detoksie , shejki czekaja na diete i przede mna cztery miesiace wyzwania...kiedy mam zamiar schudnąc...dużo schudnąc.... :)  oby mi sie udało, bo mialam byc najpierw na 7 dniowym detoxie a dzis w czwartym zlamalam sie wypilam piwo i zjadlam dwa czekoladowe ciastka. Jestem okropna ..nie umiem wytrzymac dłuzej żeby wziac sie za siebie..ale chce ..chcę teraz zmienić wszystko.... 
Tak sobie myslę o moim życiu...o mojej osobie... jestem taka słaba..ale walczę tak jakbym łapała się resztkami sił oby tylko nie przegrać....
Oby mi se udaało......

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Walka rozpoczęta!

Witajcie :)
Mój kochany Robert na wyjeździe znowu cały tydzień :( Wcześniej jak tyle miesięcy bywał w domu na weekendy, to powiem szczerze, że było mi ok. Tęskniłam, ale potrzebowałam tego czasu dla siebie.. Momentami mnie to przerażało, ale od tamtego czasu dużo się zmieniło, na szczęście na dobre. Teraz znowu męczę się jak go nie ma! Nie umiem w nocy spać. Ostatnio zasnęłam dopiero o 6 rano! Głupota, ale tak właśnie było. 
Przepraszam, że tak przynudzam, ale mam ochotę krzyczeć jak bardzo go kocham. I jak nie mogę uwierzyć, że trafiliśmy na siebie. Jak niesamowite jest to , że moje marzenie się spełniło. Przecież ja zawsze marzyłam żeby mnie ktoś tak kochał! Tak chciałam żeby mnie kochał mój były mąż, ale teraz już wiem, że to było złudne marzenie, że to nie była odpowiednia osoba.... Teraz w końcu mam to!!!! I w końcu mam to uczucie, że spotkałam właściwą osobę, że to czego chcę... o czym jeszcze marzę jest na wyciągnięcie ręki. To , że chcę być żoną i że na samą myśl o tym mam dreszcze na całym ciele i chce mi się wyć ze szczęścia... Nie miałam tak wcześniej. 
To, że chcę mieć więcej dzieci i że ta najbliższa osoba pragnie tego samego, to już w ogóle dla mnie coś niesamowitego. To nie to samo przez co przeszłam...że jak rodziłam Martynkę, to byłam sama, bo on musiał iść grać na kompie. Że jak miałyśmy z Martynką wyjść do domu, on mówił:wolałbym żebyście jeszcze zostały... a potem w domu my we dwie w sypialni na górze, on na dole przy kompie. Teraz WIEM, że będzie inaczej.... R. od dwóch lat przed zaśnięciem kładzie mi rękę na brzuchu i mówi:-kiedy tam będzie nasza dzidzia....  Mam łzy w oczach kiedy to piszę. Żałuję, że póki co nie mogę mu dać tego czego tak pragnie...czego pragniemy oboje... Widzicie jak to jest.... z byłym mężem mi nie wyszło...a o Martynkę starliśmy raptem 3 miesiące....jak teraz mam kogoś, kto mnie kocha i ja kocham tak mocno....to probujemy dwa lata i nic :(
Ale dziś zaczęliśmy walkę! Tak to nazywam, bo jeśli chodzi o dzidziusia, to wiem, że nie poddam się tak łatwo! Pierwsze badanie, zlecone przez lekarza wykonane. Usg. Przemiła pani wykonująca to badanie, odrazu powiedziała mi, że wszystko wygląda dobrze i że trzyma mocno kciuki aby nam się udało...Jutro będę dzwonić aby umówić się na badanie, którego boje się okropnie czy z wprowadzanym kontrastem do macicy...spr drożność jajników. Ale dam radę! Pojutrze badanie krwi i kolejne w 28 dniu cyklu. Czekamy na list ze szpitala dla Roberta na sprawdzenie jego "pływaków z ogonkiem" jak to mówie hahahah no i potem sie okaże. Lekarz mówił, że jak następnym razem się zobaczymy z tymi wszystkimi wynikami, to najprawdopodobniej da mi leki zwiększające płodność czy jak to się tam nazywa... Boję się trochę, bo słyszałam, że się troche świruje po nich i ma sie straszne wahania nastroju, ale nie zniechęcam się, bo chce walczyć. Dla Roberta, dla siebie...dla nas!
Za dwa tygodnie idziemy do polskiej parafii zapisać się... tak, tak wstyd nie chodzimy do kościoła... Fakt, że wolę jak Martynka chodzi na msze ze szkołą, bo ona jest nauczona po angielsku...ale jeśli chcemy wziąć ślub, to musimy działać. Właśnie niedawno pisałam z Robertem i powiedział, że trzeba ustalić ślub na maj albo lipiec. Zgadzam się na te miesiące :D
Chciałabym jeszcze umieć wziąc się za siebie... zacząć żyć, mniej narzekać, więcej doceniać to, co mam..... mam nadzieję, że tak się w końcu stanie. Ciężko mi jest pozbyć się starych -wygodnych - złych-nawyków/...Ale chcę. Muszę....
Ok, uciekam do łóżka, nie wiem jak mam spać bez mojego lubego ,ale muszę. Życzę Wam dobrej nocy :*

p.s. 
Z większością z Was znamy się od dawna...ale mimo to bardzo proszę wszystkich, którzy mnie odwiedzają, aby podali pod tym postem swój adres bloga. Niektórych z Was znam, pamiętam, ale chcę stworzyć listę na blogu, których będę odwiedzać tak jak Wy mnie odwiedzacie. Będę Wam wdzięczna za pomoc :)

czwartek, 18 sierpnia 2016

:)

Witajcie moje Słoneczka :) Cieszę się, że nadal pamiętacie o mnie :) 
W Anglii od kilku dni lato... Trzeba korzystać z każdej chwili, bo zaraz będzie znowu deszcz i zimno. Ja ten tydzien załatwiłam sobie wolny i wracam do pracy dopiero we wtorek o 15.
Dziś miałam trochę zabiegane pierwsze pół dnia. Poszłam z tatą do lekarza na 10-30 a tak sie stało, ze wróciliśmy do domu dopiero kolo 13. Musieliśmy jechać na emergency eye clinic bo po poniedziałkowej operacji wycięcia cysty w oku tata dostał uczulenia na maść, którą mu przepisano. Od poniedziałku biedny spał po trzy godz w nocy, bolała go głowa, puchł na twarzy po posmarowaniu oka maścią i jeszcze kilka innych objawów... Mieliśmy szczęście, bo akurat lekarz który go operował, miał być w szpitalu popołudniu, ale miał operacje i zjawił się rano...więc jak się dowiedział, że tata tu jest, to powiedział, że chce go zobaczyć i jak tylko skończy operację to przyjmie tatę.. Powiedział nam że miejsce po wycięciu wygląda ładnie, cysta była bardzo duża.. no i że koniecznie musi przestać używać maści którą miał do tej pory i przepisał krople z antybiotykiem. Cieszę się, że udało nam się spotkać tego lekarza. Jest naprawdę konkretnym specjalistą.  Tak więc potem wróciłam do domu, obiadek ... i teraz chwila relaksu. Robert pojechał do pracy daleko wiec wroci albo jutro albo w sobote...aż mi dziwnie bo dawno nie wyjeżdżał nigdzie... no ale dam radę. Leję teraz wodę do basenu i będziemy się pluskać z Martynką :)
A propos mojej małej-dużej dziewczynki...dziś wypadł jej kolejny ząbek!!!! a więc wróżka zębuszka czyt.mama musi szykować kasę hahahahahahah
Życzę Wam miłego popołudnia i do następnego! :)

niedziela, 14 sierpnia 2016

Nowy etap...

Witam Was serdecznie po dłuuuuuugaśnej przerwie.
Oj trochę mnie nie było. Nie czułam chęci pisania... Zresztą w ogóle nie czułam chęci do robienia czegokolwiek. Tak , tak... cała ja...narzekanie, dołowanie... 
Co się zmieniło przez ten czas? Hm... sama nie wiem czy coś się zmieniło... No może trochę moje myślenie.... To wszystko dzięki mojemu kochanemu Robertowi. Mieliśmy dużo ciężkich dni...dużo chwil kiedy chciałam zakończyć nasz związek... dużo wypowiedziałam słów, które go zraniły.. Mimo to on nadal jest ze mną i w końcu zrozumiałam, że mam kogoś, kto bez względu na to jaka jestem, a raczej powinnam powiedzieć- jak bardzo okropna jestem...kocha mnie i nie chce nikogo innego..
Dzięki niemu zmieniam się, mimo iż z moim charakterem to jest bardzo ciężkie... Ale chcę to zrobić dla siebie i dla niego...dla nas... bo dzięki niemu wiem ,ze mogę być lepsza...
W końcu mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Nie wyobrażam sobie życia bez niego!!!!

Co poza tym... Martynka niedawno skończyła 7 lat. Duża panna mi się zrobiła. W szkole idzie jej bardzo dobrze. Wszystkie nauczycielki (a zmieniają się co rok) zawsze mówią to samo,... że Martynka jest zawsze uśmiechnięta i że poprawia wszystkim humor  :) To bardzo miłe.
B. bierze ją raz na tydzień na noc. Nic się nie zmieniło. Nie wychowuje jej tylko jak zawsze mc donalds kfc albo cos innego...Ale na ten temat to już mi się nie chce gadać.

Ja ostatnio miałam trochę spięć z rodzicami. Stwierdzili, że bardzo się zmieniłam... No fakt,, stałam się bardziej wredna, ale to poprostu dlatego, że ludzie mnie irytują. Teraz nie ma czegoś takiego jak szacunek do drugiej osoby. Wszyscy tylko myślą o sobie, żyją byle jak, obgadują, są fałszywi...widzą cię jak coś potrzebują..... ale w końcu zrozumiałam, że moja rodzina nie musi przez to cierpieć... Dlatego staram się zmienić pod tym względem... przestaje zagłębiać się w negatywy.
Poza tym jestem gruba jak świnka. Przytyło mi się okropnie. Niby BMI mam ok ale wyglądam jakbym była w 6 mies ciazy...albo 7... Więc powoli powoli zaczynam siłownie.... Tylko póki co zwyciężają wymówki i lenistwo... Chciałabym zrobić tyle rzeczy, tyle zmienić w sobie, ale nadal jeszcze nie jestem wystarczająco silna :( 

A teraz nawiązanie do tytułu posta.... 
Wkraczamy z Robertem w nowy etap.... etap walki o dzidziusia że tak powiem. Już dwa lata próbujemy i nic...więc stwierdziliśmy, że czas na wizytę u specjalisty...
Byłam tydzień temu u ginekologa i w ciągu najbliższych tygodni czeka nas mnóstwo badań.  Za tydzień idę na usg, a kolejne, które mnie przeraża to histerosalpingografia ... Słyszałam, że jest bolesne i zastanawiam się nad moją wytrzymałością na ból...ale... muszę dać radę, bo chcę mieć dziecko. Oprócz tego czekają mnie dwa badania krwi.. jedno w 2 dniu cyklu, a drugie w 21 dniu. Plus mam sprawdzić kiedy powinnam mieć cytologię, mamy z Robertem pójść do kliniki planowania rodziny zrobić test na chlamydie (tak na wszelki wypadek) no i on musi zrobić badanie na jakość nasienia. Cieszę się, że nas przebadają. Fakt boję się że coś może być nie tak...ale przynajmniej będziemy wiedzieć...... Także proszę Was o dobre myśli i trzymanie kciuków. 
A w międzyczasie myślimy o ślubie. Robert chciałby w tym roku, ale ja wolałabym w następnym jak będzie ciepło... I tak zapewne zrobimy. Jeju pierwszy raz tak się cieszę, tak chcę tego. No i to będzie ślub kościelny!!!! z moim księciem!!!! :)

Nie wiem co jeszcze Wam napisac 
:) Mam nadzieję, że będziecie ze mną i że mogę liczyć na Wasze wsparcie :))))